Choć z dala swą mamy rodzinę i bliskich,

My polscy żołnierze od Gór Świętokrzyskich,

Lecz chciały niebiosa, by krew nam na wrzosach

Wolności ścieliła kobierce.

Więc szumcie nam jodły piosenkę,

Rodacy podajcie nam rękę,

Wśród lasów, wertepów, na ostrzach bagnetów

Wolności niesiemy jutrzenkę.

 

Nie dbamy o spokój, nie dbamy o ciszę,

A do snu nas głuchy szum jodeł kołysze,

Pod głową w chlebaku żelazo granatów,

A uśmiech na twarzy spokojny.

 

Więc szumcie nam jodły piosenkę,

Rodacy podajcie nam rękę,

Wśród lasów, wertepów, na ostrzach bagnetów

Wolności niesiemy jutrzenkę.

 

A nasze koszary to chłodny cień lasu,

Swe głowy chronimy pod skrzydła szałasów,

A nasza dziewczyna – to stal karabina,

Choć zimna, jak  piorun wybucha.

 

Więc szumcie nam jodły piosenkę,

Rodacy podajcie nam rękę,

Wśród lasów, wertepów, na ostrzach bagnetów

Wolności niesiemy jutrzenkę.

 

A kiedy się walka z najeźdźcą rozpęta,

Suniemy po lesie jak dzikie zwierzęta,

Tu oddział nasz leży, tam gromem uderzy,

„Ponury” nas uczy brawury.

 

Więc szumcie nam jodły piosenkę,

Rodacy podajcie nam rękę,

Wśród lasów, wertepów, na ostrzach bagnetów

Wolności niesiemy jutrzenkę.

 

Raz kiedy na patrol szedł oddział zuchwały,

Rozpętał się ogień i kule zagrały,

Na trawie, na polu, dowódca patrolu

Padł kulą śmiertelnie rażony.

 

Więc szumcie nam jodły piosenkę,

Rodacy podajcie nam rękę,

Wśród lasów, wertepów, na ostrzach bagnetów

Wolności niesiemy jutrzenkę.

Już oczy swe zamknął pobladły jak chusta

I tylko wiatr polny całuje go w usta.

Na miękkim traw leżu śpij, polski żołnierzu,

Coś wolnej nie dożył ojczyzny.

 

Więc szumcie nam jodły piosenkę,

Rodacy podajcie nam rękę,

Wśród lasów, wertepów, na ostrzach bagnetów

Wolności niesiemy jutrzenkę.

 

Andrzej Gawroński

Wykus 1943