Dziś nie dla nich schylone sztandary,

Nie dla nich „prezentuj broń!

Nie dla nich Virtuti Militari,

– Tylko szron, co bieli im skroń.

Tylko pamięć tych nocy, tych dni,

Kiedy w brudnych koszulach, strudzeni,

Zmordowani, krok za krokiem szli

Na swych barkach taszcząc erkaemy.

Oni przecież walczyli nie o to,

By brać udział w zasług targowisku:

Ich był las i kamienie i błoto,

Ich był dym i wszy, i ognisko.

Ich to była nadzieja, nadzieja,

Co czekała w zimowych zawiejach.

Ich to była tęsknota, tęsknota,

Co ich gryzła w rozmokłych namiotach…

A gdy strzały umilkły nareszcie,

Nikt im laurów nie kładł na głowy,

Nikt kwiatami nie witał ich w mieście,

Nie przygrywał im hymn narodowy…

Kajać in się kazali po sądach

I za własną tłumaczyć się krew,

Jak psy kryć się musieli po kątach,

W piersiach tłumiąc rozterkę i gniew.

Czy się kiedyś zagoi ta blizna,

Co goreje jak krwawe łuczywo?

Czy się wreszcie zdobędzie Ojczyzna,

By uznaniem odpłacić za miłość?

I czy kiedyś ten moment nadejdzie,

Gdy się przez megafony, ekrany

I przez szpalty dzienników dowiecie,

Że nie został wasz trud zapomniany?

Wasza wiara, co kłamać nie umie,

Wasza moc, która dała wam czyny

I wspomnienie, co pachnie w albumie

Zasuszoną gałązką jedliny…

 

Andrzej Gawroński

Melbourne, czerwiec 1981