Kresy Wschodnie w pigułce

Nóż w plecy

Już w roku 1938, ze względu na zaogniającą się sytuację w regionie, podjęto decyzję o wzmocnieniu granicy polsko-słowackiej, obsadzając ją wzorcowo zorganizowanym 2. pułkiem KOP “Karpaty”. Podjęto też prace nad sformowaniem plutonów przeciwpancernych i specjalnych (były to drużyny: saperska, przeciwpancerna i zwiadowcza). Częściowa mobilizacja, zarządzona w marcu 1939 r., objęła jednostki KOP (zgrupowano cztery baony odwodowe, osiem szwadronów kawalerii, przerzucono na zachód cztery kompanie saperów), w kwietniu zmobilizowano dwa kolejne baony odwodowe, a w maju przerzucono z Baonu KOP „Sienkiewicze” kompanię odwodową i kompanię ckm w rejon Helu. TO WŁAŚNIE przeniesienie oddziałów KOP do walk obronnych przeciwko Niemcom sprawiło, iż obecnie możemy znaleźć groby poległych KOPistów – strażników Kresów Wschodnich naD POLSKIM MORZEM, NA HELU CZY Śląsku. TYMCZASEM Wojenna mobilizacja sił Korpusu pomału stawała się faktem. 30 sierpnia 1939 r. dowództwo KOP przeszło w trybie natychmiastowym na wojenną strukturę organizacyjną. Nadchodziło decydujące starcie.

1 WRZEŚNIA 1939 R ROZPOCZĄŁ SIĘ NAJBARDZIEJ KRWAWY KONFLIKT ZBROJNY W DZIEJACH. NIECAŁE TRZY TYGODNIE PÓŹNIEJ, 17 WRZEŚNIA 1939 ROKU W OGNIU STANĘŁY KRESY WSCHODNIE.

Zmasowany atak regularnych oddziałów sowieckich poprzedziły działania grup sabotażowo-dywersyjnych przy wsparciu służby ochrony granicy ZSRR. Jednostki NKWD ochraniające granicę otrzymały zadanie podjęcia walki z oddziałami polskiego Korpusu Ochrony Pogranicza oraz wcielenia się w rolę przewodników po polskim pasie granicznym dla zdezorientowanych czerwonoarmistów. Przed świtem 17 września 1939 roku polskie strażnice stanęły w ogniu – Kresy umierały, wlewała się na nie blisko półmilionowa armia wroga. W tym samym czasie w Moskwie ambasador RP Wacław Grzybowski desperacko (i bezskutecznie) usiłował protestować przeciwko bezprawiu: wejście Sowietów na Kresy oznaczało przecież pogwałcenie szeregu ustaleń międzynarodowych i porozumień pomiędzy Polską a ZSRR, w tym tego najważniejszego – układu o nieagresji. Jednak wszystkie drzwi, do których pukał Grzybowski pozostały zamknięte. Jakby tego było mało, polscy dyplomaci przebywający w ZSRR pozbawieni zostali wszelkich, przysługujących im z racji sprawowanej funkcji, przywilejów. W tej, groźnej i dwuznacznej sytuacji, dopiero interwencja ambasadora niemieckiego hrabiego von Schulenberga sprawiła, że Stalin wyraził zgodę na ewakuację polskiego korpusu dyplomatycznego do Finlandii. Dyplomaci, NIE DOSTRZEGAJĄC JUŻ SZANS NA POPRAWĘ SYTUACJI, wyjechali…

Gdy 17 września 1939 r. Armia Czerwona (łącznie 750 tys. żołnierzy) przekroczyła granicę wschodnią Polski, pozostawiona do ochrony tejże granicy, osamotniona formacja, składała się z dowództwa, 1 brygady (Brygada KOP “Polesie”) oraz 7 pułków (były to pułki : „Wilno”, „Głębokie”, „Baranowicze”, „Polesie”, „Sarny”, „Równe” i „Podole”). Ze względu na włączenie najwartościowszych żołnierzy w struktury armii walczącej z Niemcami, na granicy wschodniej pozostali mniej doświadczeni rekruci i zwyczajni rezerwiści. Mimo tego, KOP nie zamierzał kapitulować. 21 września dowódca naczelny Korpusu, generał Wilhelm Orlik-Rückemann przegrupował swoje siły w rejonie Woli Kucheckiej (blisko 9 tysięcy żołnierzy, w tym 300 oficerów) i nakazał natychmiastowy marsz w kierunku Kocka, następnie zaś, w miarę możliwości, dołączenie do Samodzielnej Grupy Operacyjnej „Polesie” gen. bryg. Franciszka Kleeberga – a co za tym idzie : dalszą walkę. Po drodze, na przełomie 29 i 30 września doszło do zainicjowanego przez Kopistów dramatycznego starcia pod Szackiem. Grupa solidnie dała się odczuć 52 Dywizji Strzeleckiej Armii Czerwonej – wieś została dosłownie zmieciona z powierzchni ziemi ostrzałem artyleryjskim, o zwycięstwie zaś rozsądziła bezpośrednia walka wręcz – na bagnety, niejednokrotnie też pięści, głowy i kamienie. Znalezione zaopatrzenie poprawiło sytuację wyczerpanych fizycznie i psychicznie polskich żołnierzy. Pościg za Sowietami trwał do wieczora – bez większych jednak rezultatów : Rosjanie najzwyczajniej w świecie uciekli.

Następnego dnia Kopiści zdemolowali przednie straże kolejnej sowieckiej dywizji, później zaś ruszyli w kierunku Bugu, przedzierając się przez pozycje sowieckie. 350 żołnierzy zginęło, prawie tysiąc zaś odniosło rany. Straty objęły też amunicję i sprzęt – niewielkie pocieszenie stanowić mógł fakt, że wrogowi – relatywnie – dostało się dużo bardziej.

30 września Kopiści ruszyli na Parczew – był to już ich ostatni bojowy zryw. Pod Wytycznem, podczas przekraczania drogi z Lublina do Włodawy znaleźli się kleszczach oddziałów pancernych Armii Sowieckiej, idącej właśnie spod Włodawy. Całodzienna walka zakończyła się koszmarną jatką – wobec takiego rozwoju wypadków, dowódca KOP nakazał odwrót i natychmiastowe rozwiązanie grupy bojowej. Wojna była przegrana.

Brak amunicji i sprzętu, fizyczne i psychiczne wyczerpanie żołnierzy, przede wszystkim zaś nadchodzące, coraz gorsze wiadomości z pozostałych odcinków frontu przesądziły o końcu tej nierównej walki. Generał Orlik-Rückemann nadzwyczajnym rozkazem zwolnił wszystkich żołnierzy ze złożonej przysięgi wojskowej i 1 października 1939 r. oficjalnie rozwiązał (liczące nadal blisko 3 tys. żołnierzy) zgrupowanie bojowe. Pozostawieni samym sobie żołnierze, drobnymi grupami przedostawali się do Rumunii i na Litwę bądź byli aresztowani przez Sowietów. Rozpoczynała się zupełnie inna walka.

Natychmiast po zajęciu Kresów, jeszcze 17 września 1939 roku, aparat represyjny NKWD przystąpił do realizacji swojej podstawowej misji: całkowitego opanowania zagrabionych ziem i błyskawicznego zduszenia jakichkolwiek form oporu przeciwko nowej władzy. Podstawowym więc celem, poza oczywistym militarnym, była jak najszybsza organizacja skutecznie działającej administracji, wspieranej siłami policyjnymi, odpowiedzialnej za stopniową sowietyzację zajętych terenów w niedalekiej przyszłości. Jeszcze w trakcie trwania działań wojennych, ostentacyjnie zepchnięto Polaków na sam dół drabiny społecznej, wywyższając „wyzwolone” mniejszości, co w naturalny sposób błyskawicznie doprowadziło do głębokiego zantagonizowania społeczeństwa. Niemal równolegle do akcji militarnej rozpoczęły się represje. Ich kres położy dopiero wybuch wojny sowiecko-niemieckiej w dniu 22 CZERWca 1941 Roku.

Już 19 września 1939 Ławrentij P. Beria wydaje „Rozkaz Nr 0308”, nakazujący przekazywanie jednostkom NKWD polskich jeńców wojennych, zatrzymanych przez Armię Czerwoną na anektowanych terenach. Rozkaz ten precyzuje również procedury ich rozmieszczania w obozach jenieckich. Powstaje ponad sto takich obozów, z czego nazwy tych najbardziej znanych – Kozielska, Ostaszkowa, Starobielska czy Griazowca, wkrótce nabiorą dla Polaków nowego, złowrogiego znaczenia. Obozy te, jak również obozy przejściowe, rozdzielcze, zbiorcze czy pracy przymusowej zapełniają się w zastraszającym tempie, wkrótce przebywają w nich dziesiątki tysięcy ludzi. Pomimo zakończenia akcji militarnej i ustanowienia na dawnych Kresach najpierw tymczasowej administracji, następnie zaś ich formalnego włączenia do ZSRR w początkach listopada 1939, represje nie ustają. Trwają aresztowania i zatrzymania, dokonywane przez Sowietów na podstawie gotowych już list proskrypcyjnych. Ważną rolę odgrywa tu także „donos obywatelski”. Program sowietyzacji Kresów przebiega zgodnie ze scenariuszem – NKWD własnymi siłami i przy wsparciu miejscowej ludności „czyści” zajęte ziemie z osób, będących zdaniem władz, największym zagrożeniem dla sowieckich porządków. Nie bez znaczenia jest także, poza czynnikiem politycznym i specyficznie pojmowanym czynnikiem bezpieczeństwa państwa, element ekonomiczny: poddane tego rodzaju represjom podbite społeczeństwo jest w stanie zapewnić państwu radzieckiemu dziesiątki tysięcy darmowych rąk do pracy w przemyśle, który w obliczu rozwijającej się wojny, zdaje się być nienasycony.